2. grudnia

Refleksje po Seminarium Historycznym pt. Ewangelicy na ziemi pszczyńskiej - artykuł Jarosława Kurowskiego.

 Nie ukrywam, że na ten punkt seminarium, jako osoba interesująca się historią II wojny światowej, a jednocześnie tyski ewangelik, czekałem z zaciekawieniem. Niestety, ale wydźwięk referatu czy też jego prezentacji pozostawił we mnie co najmniej niesmak, skutkiem czego jest niniejszy artykuł. Nie wiem, czy takie było celowe zamierzenie prelegenta, czy był to nieświadomy efekt, ale w kontekście całego wystąpienia i jego zakończenia pomiędzy określeniem „ewangelik" i „Niemiec" postawiony został znak równości, nastąpił powrót do dawnej retoryki, o której myślałem, że jest już reliktem przeszłości, a z pewnością nie spodziewałem się jej na sympozjum.

Część wyjaśniająca i opisująca przygotowania, sam proces włączenia Kościoła Unijnego na Górnym Śląsku do Kościoła Ewangelickiego w III Rzeszy, prezentująca postacie ks. Vossa czy ks. Bolka pozwoliła poznać ten niełatwy i nie zawsze chlubny fragment historii zarówno kościoła, jak i Śląska. Jednakże niektóre komentarze dotyczące opisywanych wydarzeń w mojej subiektywnej opinii nie do końca pasują do tematu referatu.

Jaki był cel i związek z omawianym tematem podawania informacji o „witaniu kwiatami wkraczających jednostek Wehrmachtu"? Czy miało to miejsce tylko w parafiach ewangelickich? Wiadomo, że takie sytuacje zdarzały się w wielu miastach i nie były ograniczone jedynie do jednej grupy wyznaniowej, chociażby ze względu na procentowy udział w lokalnej społeczności (gdzie ewangelicy stanowili jednak mniejszość). Dla równowagi przypominam wydarzenie mające miejsce podczas anszlusu Austrii „(...) kardynał Innitzer powitał go znakiem krzyża i zapewnił, że dopóki Kościół zachowa swoje przywileje, austriaccy katolicy będą „najwierniejszymi synami Wielkiej Rzeszy, w której ramiona powrócili tego doniosłego dnia". Według relacji Papena, Hitler był uradowany patriotycznymi słowami kardynała, serdecznie uścisnął mu dłoń i <wszystko obiecał>." (John Toland, Hitler. Reportaż biograficzny, Wydawnictwo Albatros, 2014).

Epizod z udziałem kościoła ewangelickiego w obronie Katowic we wrześniu 1939r. został w trakcie referatu wspomniany niejako mimochodem, tak jakby nie pasował do całości i był czymś wstydliwym. Jeżeli był tylko nieznaczącym epizodem, to można go było w ogóle pominąć, chociaż zasłużył nawet na wzmiankę w prasie z 1956r.: „Miasto broniło się mężnie. Okupanci musieli zdobywać metr po metrze. Szczególnie gorący bój rozgorzał na Rynku. Straż obywatelska zabarykadowała się tutaj w budynkach państwowych, a także na wieży pobliskiego kościoła ewangelickiego przy ulicy Warszawskiej." (Bolesław Lubosz, Obrona Katowic, „Przemiany. Tygodnik Społeczno-Kulturalny", 1956, nr 1.)

Księża ewangeliccy na Górnym Śląsku chyba nie do końca pasowali do wizji Berlina, skoro już w 1939r. miała miejsce ich „lustracja" przez wysłannika wrocławskiego konsystorza. Czy wszyscy przeszli ją pozytywnie, czy negatywnie? Na podstawie referatu wiadomo, że niektórzy współpracowali z niemieckim wywiadem wojskowym, że ocena ich postaw oczami parafian i władz nie zawsze była taka sama, a czasami wręcz diametralnie różna.

Niejako na zakończenie wystąpienia przywołany został fragment kazania ks. Bolka mówiącego o Hitlerze jako darze Boga i postawione zostało przez prelegenta retoryczne pytanie „jak to wpisuje się w metafizykę protestantyzmu?". Nie jestem teologiem, więc nie udzielę fachowej odpowiedzi, ale wg mnie nie wpisuje się wcale. Podobnie jak poniższy cytat zapewne też nie wpisuje się w „metafizykę rzymskiego katolicyzmu": [w 1938r, z okazji 50. urodzin Hitlera] „W każdym niemieckim kościele odprawiono specjalne msze wotywne, aby „wyjednać Bożą łaskę dla Führera i jego narodu". Biskup Moguncji wezwał wiernych ze swojej diecezji, żeby modlili się za „Führera i kanclerza, inspiratora, powiększyciela i protektora Rzeszy". Również papież nie zapomniał o przesłaniu gratulacji." (John Toland, Hitler. Reportaż biograficzny, Wydawnictwo Albatros, 2014).

W czasach III Rzeszy nie tylko Kościół Rzymskokatolicki był prześladowany, nie tylko jego dosięgały represje. W obozach ginęli również księża ewangeliccy, jak chociażby mający niemieckie korzenie biskup kościoła w II RP, Juliusz Bursche. To również pochodzący z Wrocławia Dietrich Bonhoeffer, współautor Deklaracji z Barmen, współtwórca Kościoła Wyznającego. Jeżeli mówimy o tchórzach, mówmy też o bohaterach. Nie wiem, czym się jeszcze wsławił i z czego jest znany ks. Bolek, wiem za to, gdzie w Polsce jest pomnik Bonhoeffer'a i dlaczego ta postać jest uważana za jednego z ważniejszych XX-wiecznych teologów ewangelickich.
Już dawno nauczyłem się, że historia nie jest czarno-biała, że nie ma ludzi jednoznacznie dobrych albo złych i myślę, że tym bardziej historykowi takie postrzeganie nie powinno być tym bardziej obce.

Gwoli podsumowania: sympozjum miało miejsce na terenie Browaru w Tychach, w sąsiedztwie byłej ewangelickiej kaplicy. 80 lat temu po sąsiedzku, bo raptem jeden numer „niżej", w nieistniejącym już dzisiaj budynku na terenie Browaru mieszkali moi dziadkowie - Polacy, rodowici Ślązacy, ewangelicy, w czasie wojny członkowie II DVL. Dziadek - przedwojenny poborowy Wojska Polskiego, żołnierz Kriegsmarine na Krecie, brytyjski jeniec wojenny w Palestynie, żołnierz Polskich Sił Zbrojnych w Anglii. Babcia wraz z 5-letnią córką – w 1945r. jeniec tyskiego obozu dla osób narodowości niemieckiej. Pozytywnie zrehabilitowani. Nigdy po wojnie nie mówili po niemiecku, nie wyjechali do Niemiec, zmarli w Polsce. Czy mówić o nich jako o Polakach czy Niemcach? Poszkodowanych przez III Rzeszę czy PRL? Który fragment historii pomijać, a który eksponować?

Jarosław Kurowski

zob. wcześniejsze: 29. listopada