Wszystko ma swój czas.

Wszystko ma swój czas pisze na swoim blogu ks. bp. Jerzy Samiec, Biskup naszego Kościoła. Akceptacja starzenia się jest jednym z poważniejszych problemów wielu ludzi. Brak takiej afirmacji sprawia, że ludzie popadają w zgorzknienie, depresję, stają się nieznośni dla otoczenia.

W Sopocie odbył się II Ogólnopolski Kongres Starzenia się - Pacjent 65+ w codziennej praktyce lekarskiej.

Jak więc przygotować się na czas jesieni swojego życia? Myślę, że koncentrując się na tym, co mam do wykonania tu i teraz. A może powinienem planować to, co będę robił na emeryturze i z niecierpliwością tego czasu oczekiwać? pisze w zakończeniu wpisu na swoim blogu ks. bp. Samiec.

Starość, starzenie się, to nie jedyne problemy, w rozmowie o których słychać głównie narzekanie. Jeden z moich mentorów, warszawski dziennikarz, Stefan Bratkowski, dobrych 30 lat temu, a może nawet więcej, opublikował esej pt. Nie tak stromo pod tę górę, czyli krótki poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, że nic się nie da zrobić.

Dlaczego przywołuję ten, dość prowokacyjnie brzmiący tytuł. Wiemy bowiem, że do wykonania najtrudniejszych nawet zadań, czy sytuacji, można się przygotować. Można się przygotować do dni, w których do naszych rodziców czy dziadków będziemy musieli mówić głośniej, wyraźniej, a niekiedy po kilka razy bez gwarancji, że dobrze zrozumieli nasze intencje. Ale też powinniśmy się przygotować do sytuacji, w których przestaniemy czuć się pewnie, zwykłe, codzienne czynności będą wymagały od nas wysiłku, będziemy musieli zwrócić się o pomoc. Coraz trudniej będzie nam godzić się z brakiem codziennego kontaktu z naszymi dziećmi, wnukami i coraz więcej wysiłku będzie wymagało udawanie, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Ale to nie wszystko. Zasłuchani we własne sprawy nie widzimy jak wiele jest wokół nas sytuacji, w których niewielki wysiłek z naszej strony może przynieść komuś odrobinę radości, może komuś przywrócić spokój, oczekiwanie na kolejny, dobry dzień.

Z początkiem roku wydawało się, że los uśmiechnął się do nas i uda się przekroczyć przez barierę jaką wytworzyło wieloletnie poczucie bezsilności wobec ogromu przytłaczających nas spraw. Nie wszystkie oczekiwania okazały się uzasadnione zwłaszcza, że w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że ten sam wóz ciągnięty jest równocześnie conajmniej w dwie strony. Myślę, że zbyt łatwo uznaliśmy, że nic się na da zrobić i wyszło z nas powietrze.

Myślę, że musimy wrócić do przerwanej rozmowy o tym  jak przygotować się do udzielania różnych form pomocy i wykonywania różnych czynności opiekuńczych i pielęgnacyjnych, jak nauczyć się rozpoznawać pierwsze objawy świadczące o konieczności udzielania pomocy czy świadczenia opieki,  jak starzejąc się przygotowywać się do narastających ograniczeń,  jak prosić o pomoc i opiekę. To wszystko powinno się stać przedmiotem szkoleń i kursów, praktyki, jakie są organizowane przez różne organizacje i instytucje. Jakie powinny stać się dostępne i dla nas.

A to wszystko pod wrażeniem sopockiego zjazdu, ale też i wypiękniałego - nie wiedzieć kiedy - samego miasta, niezwykle pięknie urządzonych terenów zielonych, piaszczystej plaży, morza, czy uroczego kościoła pw. Zbawiciela, parafialnego dla Gdańska, Sopotu i Gdyni, będącego siedzibą biskupa, z parafialną salką Debory i biblioteką wydzieloną - z konieczności - z powierzchni kościoła. Ale też gospelowego chóru Living Motion z Hamburga, który jako jeden z wielu goszczonych przez tamtejszą parafię, dał koncert w ub. sobotę.

SJB