Tatusiu, zdobyłem medal!!

To zdjęcie przedstawia Antosia Pysza dumnie trzymającego w swoich dłoniach medal, złoty, za pokonanie (w terenowym wózku) trasy biegu dookoła Jeziora Paprocany.

Myślę, że jest to pierwszy, który zdobył, mimo, że każdego dnia pokonuje trudności, które zasługują na dużo większe nagrody. Co widać jeszcze na tym zdjęciu? Dumnego ze swego syna tatę, który mówi: Oto sprawca całego tego zamieszania!

Sylwia Adamus

 

 

A zamieszanie było wielkie. I Charytatywny Bieg Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego był wspaniałą imprezą. Na wstępie jednak kilka refleksji.

Parę tygodni temu natknęłam się w internecie na reportaż o dziewczynce z Indii, czy Pakistanu. Urodziła się ona z czterema nóżkami. Dla kochających rodziców to oczywiście dramat, że mają kalekie dziecko. Jednak w tamtej kulturze nie było to takie jednoznacznie. Miejscowa, wioskowa społeczność obwołała dziewczynkę wcieleniem jednego z bóstw. Mała stała się dla nich boginią. Przychodzili się jej kłaniać, modlić do niej, a także przynosili dary. Okazało się, że dziewczynka może stać się źródłem dochodu dla całej rodziny. Nie ważne jest w tym momencie to, jak zapatrujemy się na takie praktyki. Uświadomiłam sobie, jak bardzo odmienny jest stosunek ludzi tzw. kultury zachodu, do kalekich dzieci. Często bywa, że gdy pojawia się takie dziecko oprócz ogromnego bólu, desperacji rodziców zdarza się, że czują wstyd. No, bo jak tu się pokazać z takim dzieckiem? Żyjemy w kulturze sukcesu i wygórowanych osiągnięć. Porównujemy się z innymi i staramy się być lepszymi, bogatszymi, piękniejszymi, szczęśliwszymi. Kalekie dziecko nie wpisuje się w ten obraz. Czy słusznie? Czy ono nie może być źródłem dumy i radości?

W ubiegłą niedziele w naszej, tyskiej parafii odbył się bieg charytatywny. Jego celem było zebranie pieniędzy na rehabilitację Antosia. Cel został osiągnięty. Możemy być zadowoleni, bo pomogliśmy potrzebującemu. Ja jednak zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy, aby na pewno tylko my nieśliśmy pomoc. Zastanówmy się. Kiedy impreza organizowana przez kościół zrzesza tak różnorodny przekrój osób z parafii? Były przecież dzieciaki jeszcze w wózeczkach, przedszkolaki, dzieci szkolne, młodzież ta młodsza i trochę starsza, ludzie w sile wieku, emeryci, całe rodziny nawet z psami. I co warto dodać wszyscy wspaniale się bawili. Maluchy spały w wózkach na świeżym powietrzu, przedszkolaki maszerowały, a potem wszystkim z dumą pokazywały zdobyte medale. Dzieci szkolne i młodzież próbowała sprawdzić się w bieganiu. A dorośli, no cóż tutaj łatwo było zobaczyć , kto dba o tężyznę fizyczną, a kto.... no, powiedzmy, żeby ładnie to brzmiało, umysłową. A emeryci ? Brawo! Zaopatrzeni w kije treckingowe, śmiało maszerowali zostawiając w tyle niejedną osobę młodszą od siebie. Tego dnia pomimo nienajlepszej pogody zostawiliśmy nasze mieszkania, telewizory, komputery, niedzielne obiadki i wyruszyliśmy na świeże powietrze, aby się dotlenić, poruszać, przebywać na łonie natury, pooglądać wspaniałe krajobrazy nad Jeziorem Paprocańskim. Wszyscy byli zadowoleni. Ileż to było ciekawych rozmów w czasie marszu, ale i potem, już przy jedzeniu pysznej grochówki. Było nam po prostu dobrze w naszym gronie.  I tak myślę sobie, że ten dzień otrzymaliśmy w darze od Antosia i jego rodziców. Mamy mu, za co dziękować. Tak jak powiedział jego tata, to on był sprawcą całego tego zamieszania.  Dał nam cel, wokół którego skupiliśmy się. Był tam z nami i z swymi wspaniałymi rodzicami. Mieliśmy okazję rozmawiać z nimi, dowiedzieć się o problemach, z jakimi się borykają i podziwiać ich wspaniałe uśmiechy. To, co mnie urzekło w ich rodzinie, to właśnie uśmiech, pogoda ducha na przekór przeciwnościom losu. To, że Antoś jest chory nie powoduje u nich zgorzknienia, apatii i złości. Mobilizuje ich do walki o lepsze jutro Antosia. Przez swoje relacje na Facebooku mama, Paulina potrafiła nas zarazić miłością do swego synka . Jego uśmiech rozbraja i także nas mobilizuje do robienia czegoś dobrego.

Często zadajemy sobie pytania, dlaczego rodzą się takie dzieci jak Antoś? Dlaczego Bóg na to pozwala? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, ale myślę, że pojawiają się one od czasu do czasu by nas postawić do pionu. By uzmysłowić nam jak wiele od Boga otrzymaliśmy i za jak wiele możemy mu dziękować. Stawia na naszej drodze chorych i potrzebujących by nas sprawdzić, by dowiedzieć się, jaka jest nasza wiara i nasza postawa chrześcijanina. Czy wypowiadane przez nas w kościołach modlitwy, cytowane Słowo Boże, jest żywe, czy tylko puste i nic nieznaczące?  Tak, więc pojawienie się Antosia takim, jakim on jest, ma sens. Na pewno jego rodzicom nie jest łatwo i często przeżywają chwile zwątpienia. Oprócz pomocy materialnej możemy im ofiarować także nasze modlitwy, by wytrwali w tym, do czego powołał ich Bóg. Bo myślę, że jest to wielkie powołanie być rodzicami chorego dziecka. Zostali oni wyróżnieni przez Boga, gdyż ma do nich zaufanie.

Nie zapominajmy, więc o Antosiu, pamiętając jak wspaniały dzień nam ofiarował. Już zupełnie na koniec chcę podziękować księdzu Marcinowi za to, że wpadł na pomysł tego biegu i wspaniale go zorganizował - bez zbytniej pompy i zadęcia, ale pełnego dobrej energii i uśmiechu.

Sylwia Adamus