Bóg mówi: Dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza. - Ez 36,26

Wspomnienie o śp. Irenie Fenger (1937-2013)

To miejsce w naszym Tyskim Ewangeliku zawiera zawsze  wywiad z kimś z parafii. Planowałam, że w tym numerze przeprowadzę wywiad z panią Ireną Fenger. Niestety spóźniłam się. Bóg miał inne plany wobec niej. Postanowiłam jednak zmienić formę tej wypowiedzi i wywiad zamienić na wspomnienie. Jej odejście wszystkich poruszyło i źle by stało gdybyśmy nie przypomnieli historii jej życia.

@Tyski Ewangelik 4(2013)

 


Urodziła się 20 października 1937roku  w Katowicach, jako jedyne dziecko Oskara Barona i Agnieszki Baron z domu Roman. Ojciec był uzdolniony muzycznie i artystycznie, matka zaś była bardzo wierzącą osobą. Oboje wywarli duży wpływ na kształtowanie się osobowości pani Ireny.

Dzieciństwo spędziła w Katowicach. Tam też,  26 kwietnia 1958 roku wzięła ślub z Eugeniuszem Fengerem , którego poznała na diecezjalnym zjeździe chórów w Orzeszu.

Od listopada 1958  zamieszkała razem z mężem w Tychach, przy ulicy Czechowa. Jej marzeniem było aby mieć dużą rodzinę i spełniło się ono Urodziła trójkę dzieci: Ewę (obecnie Stalmach), Romana i Adama. Mąż pracował na kopalni, a ona zajmowała się dziećmi własnymi, a także dorabiała sobie jako opiekunka małych dzieci. W ten sposób wychowała pięcioro dzieciaków. Pracowała też  w przedszkolu i w zakładach „PEDMO” Mimo , że mieszkała w Tychach przez wiele lat prowadziła szkółkę niedzielną w kościele w Katowicach

Jej dzieci wspominają, że była wspaniałą matką. Każdego roku, choć żyli skromnie, wyjeżdżali najpierw na kolonie z kopalni, a następnie do znajomych do Ujsoł, tam chodzili wspólnie na grzyby w góry lub nad rzekę. Gdy  nie było możliwości wyjazdu zbierała swoje pociechy  nad Jezioro Paprocany. Bóg i wiara w niego była zawsze sprawą priorytetową w jej życiu. Dużo opowiadała swym dzieciom o wierze babci i o jej wysłuchanych modlitwach. „Zawsze kiedy mieliśmy jakieś problemy, czy byliśmy chorzy siadała z nami i modliliśmy się, a fakt że Pan Bóg wysłuchiwał naszych modlitw utwierdzał nas w wierze.” - mówi córka Ewa. Razem z mężem czytali codziennie Biblię i modlili się o wszystkich w rodzinie. Była też zaangażowana w pierwsze grupy modlitewne w Tychach, których inicjatorką była „ciocia” Erna Heczko. Wtedy już, a było to w latach 60, modlono się o kościół i parafię w Tychach.

Gdy pojawiły się wnuki, a miała ich dziewięcioro i czwórkę prawnuków, to modliła się o wszystkich i razem z mężem pomagała w ich wychowaniu. W czasie wakacji zabierali wnuki i jeździli z nimi do Bystrej i do Ujsoł, chodzili również na Paprocany. Wszystkie wnuki traktowała jednakowo. Nawet gdy  wnuczki powychodziły za mąż, a wnuk się ożenił, to zawsze mówiła, że to są wnuki przysposobione i kochała ich jak własne. Cieszyła się ich radościami , smuciła ich problemami. Była wytrwała w prośbach do Boga o konkretne sprawy, chociażby o potomstwo dla jednej z wnuczek. Jakaż była jej radość, gdy modlitwa została wysłuchana.

Pani Irena nie miała rodzeństwa, ale zawsze miała dobre relacje z wieloma przyjaciółmi. Potrafiła wysłuchać innych, miała też w sobie wiele optymizmu i zaufania do Boga. Wiele radości sprawiało jej przyjmowanie gości i dlatego wiele Modlitewnych Grup Domowych odbywało się w  jej mieszkaniu. Lubiła grać i śpiewać, co też było takim ubogaceniem wszystkich wyjazdów i spotkań, nie tylko rodzinnych. Razem z mężem byli bardzo aktywnymi członkami parafii. Razem z nim śpiewała w chórze Brała czynny udział w kole pań. Współorganizowała większość  spotkań i pikników parafialnych.

Byłą aktywna do ostatniego dnia. W niedzielę wzięła udział w rodzinnym spotkaniu. W poniedziałek i wtorek malowała kuchnię i łazienkę. W środę córki Ewy i Helenka Kłosek pomagały jej sprzątać po malowaniu. Wtedy to mówiła im co ma być dla kogo po jej śmierci, z tych rzeczy, które myły i wkładały na półki.  Gdy w  czwartek zadzwoniła po swoje dzieci, czuli się zaskoczeni.  Choć dawała im wcześniej jakieś sygnały, nie byli gotowi na jej odejście. ”Kiedy przyjechałem do niej, to przekazała mi jeszcze wszystkie rozliczenia parafialne i domowe, a potem dopiero prosiła żeby wezwać pogotowie”.- powiedział syn Roman

Zawsze mówiła, że modli się żeby Pan Bóg ją zabrał i żeby nie musiała być dla nikogo ciężarem. I taką wymodloną śmierć miała.

Po trzech godzinach już była u swojego Pana, któremu ufała.  Kiedy  syn rozmawiał z lekarzem, który ją reanimował, to zdążyła mu jeszcze powiedzieć, że jest pojednana z Bogiem. To pozwoliło bliskim inaczej przeżywać czas żałoby.

Była wspaniałym człowiekiem, każdy mógł do niej przyjść z problemem, zawsze znalazła czas na rozmowę i jak była potrzebna modlitwę. Ceniła ją za to rodzina, sąsiedzi, znajomi oraz przyjaciele z parafii w Tychach. Do tej pory wszystkim brakuje Irenki, tej zawsze uśmiechniętej i radosnej. Wiele osób nie potrafi się pogodzić z jej śmiercią. My wiemy, że jest  teraz szczęśliwa, bo poszła do Swojego Pana i również na spotkanie ze swoim mężem.Zmarła w czwartek 11 kwietnia.2013 r.

Chodziła z księdzem odwiedzać chorych. Szła do ludzi z modlitwą i pocieszeniem. Dla każdego miała czas, nikogo nie odtrąciła.

                                                                                 Małgorzata Magner

Wspaniała organizatorka, zawsze mobilizowała nas do działania, była jego motorem. Brakuje nam jej. Próbujemy działać  w kole pań bez niej, ale nie jest to łatwe. Każdego  umiała pocieszyć, o wszystkim można było z nią porozmawiać.

                                                                                            Helena Kłosek

Prosta, wyrozumiała kobieta, pocieszycielka dla zmartwionych

                                                                                       Krystyna Niemiec

O pani śp. Irenie można powiedzieć naprawdę wiele, ale wszystkie te słowa będą opisywały niesamowicie pogodną, dobrą, ciepłą, skromną i pobożna osobę, dla której, Bóg, rodzina i kościół stanowiły sedno życia. Angażowała się całą sobą, oddawała całe swojej serce dla ludzi, których nierzadko znała tyko chwilę. Dla mnie osobiście była skarbnicą wiedzy na temat naszej parafii . Miała ona umiejętność mówienia od drugim człowieku z przejmującą dobrocią i przekonaniem bożej miłości. Nigdy nie obmawiała, nie oceniała.

Ks. Marcin Konieczny ( fragment kazania wygłoszonego na pogrzebie)

Jej życie wypełnione miłością matki wobec swoich dzieci, wnuków i prawnuków, nade wszystko wypełnione było wiarą i miłością do swojego Pana. Postawą swojego życia dawała temu wyraz i żywe świadectwo w przestrzeni religijności i duchowości. To znajdowało też swoje odbicie w zaangażowaniu w szeroko rozumianej materialnej przestrzeni życia tyskiej parafii, kiedy budowany był kościół. Potem przez lata w kancelarii i na stoisku z literaturą. Zbierała składkę kościelną. Księgowości, to można było się od niej uczyć. Jakaż precyzja i przejrzystość w pionie i poziomie, kiedy myślimy o finansach!!! A pamiętacie drodzy wiele przeżytych uroczystości parafialnych? W LOTTO ciężko coś wygrać. Z Tychów wracałem zawsze z wygranym fantem z loterii „Każdy los wygrywa”. To jej mozolna praca i poświęcenie nas ubogacało, i sprawiało radość. Można by tak jeszcze wiele. Jedno mi teraz przychodzi na myśl, to Pawłowe, „Czy żyjemy, czy umieramy Pańscy jesteśmy.” Ona jest u swego Pana, już odpoczęła, tylko nam jej brakuje.

Ks.Kornel Undas (fragment wspomnienia o p. Irenie)

Rzadko bywa tak, że czyjaś nieobecność  jest zauważana w tłumie. Jednak w kościele brak pani Ireny odczuwamy dobitnie. Znała wszystkie pieśni, miała silny donośny głos i pełniła niepisaną funkcję kantora,  który prowadzi śpiew zboru. Teraz, gdy jej zabrakło, wspólny śpiew nie zawsze wychodzi dobrze , szczególnie gdy pieśni są mniej znane. I jeszcze jedno, to co najbardziej kojarzy mi się z panią Ireną, to jej szczery uśmiech, tak jak ten na fotografii. Miała go dla każdego .Niezależnie jak się czuła i w jakim była nastroju.

Możemy cieszyć się, że ktoś taki żył w naszej parafii. Postać Pani Ireny Fenger na zawsze zostanie w naszej pamięci.

Na podstawie wspomnień
Ewy Stalmach i Romana Fengera
Sylwia Adamus



Sami o sobie

W poszczególnych rozdziałach zamieszczono reprodukcje wszystkich dostępnych kart Kroniki Parafialnej. SJB